niedziela, 19 lipca 2015

019.




Nie wiem co dzieje się ze mną...
Brak czasu, chęci czy weny?
Pomysłów pełno, a jednak rozdziały pojawiają się co trzy miesiące. Ubolewam nad tym... I przepraszam Was.
Rozdział dedykuje Adriannie Katarzynie za wspaniały komentarz pod osiemnastką. Dziękuje serdecznie <3.
Dziękuje również wszystkim pozostałym  za każde jedno słowo ;).


~~*~~

‘’Eye to eye
Cheek to cheek
Side by side
You were sleeping next to me
Arm in arm
Dusk to dawn’’


Ubrana w biały top i jeansowi spodenki z uśmiechem na twarzy zeszła na dół i skierowała się do kuchni. Mokre włosy opadały bezwładnie na ramiona oraz plecy, a słodki balsam o zapachu wanilii oraz lekka opalenizna dodawała atrakcyjności kobiecemu ciału. Podążała miękkim krokiem do ogromnej- jak wszystkie pomieszczenia w tym domu- kuchni z myślą o zrobieniu dla siebie i gitarzysty iście królewskiego śniadania. Lecz zamiast niego ujrzała siedzącego do niej tyłem Billa. Popijał gorącą kawę i przeglądał coś w laptopie. Po lekko rozwichrzonych włosach oraz luźnej koszuli stwierdziła, że młodszy bliźniak niedawno wstał. Westchnęła cicho i ruszyła do przodu wymuszając uśmiech.
-Cześć.- rzuciła przechodząc obojętnie obok wokalisty. Czuła jak blondyn odrywa leniwe spojrzenie od ekranu laptopa i spogląda na nią badawczo. Z lodówki wyciągnęła truskawkowe powidła, masło i mleko. Naleśniki z ulubionymi powidłami Toma i pyszna kawa to idealne rozpoczęcie słonecznego poranka. Już widzi szeroki uśmiech ukochanego, który cały umazany śmietaną całuje jej policzek, a ona z rozbawieniem wyciera mokre miejsce. Minęła dłuższa chwila nim znalazła szafkę z garnkami, ale po niecałych dwudziestu minutach pierwszy naleśnik już smażył się na patelni. Wyciągnęła dwa płytkie talerze i nastawiła wodę na kawę. Z każdym krokiem czuła się coraz bardziej skrępowana, natarczywe spojrzenie Billa świdrowało ją od góry do dołu, lecz ona uparcie je omijała. Ostatnia rzecz jakiej by teraz chciała to napotkanie zawistnego spojrzenia młodszego z braci i bezpotrzebnej awantury, która wisiała jej nad szyją jak siekiera.  Odchrząknęła nieznacznie i po raz drugi dziś odezwała się.- Jak mija ci poranek?
-Za przeproszeniem: gówno cię to obchodzi.- syknął odrywając wzrok od sylwetki dziewczyny i wracając do poprzedniego zajęcia. Zlekceważył słowa brata, które właśnie echem roznosiły mu się po głowie.

‘’Bill, wychodzę. Będę wieczorem, mam parę spraw do załatwienia z Jost'em. Bądź… miły dla Emily. Proszę cię o to.’’

-No tak…- mruknęła wykrzywiając wargi. Odwróciła się przodem do wokalisty i zlustrowała go smutnym, aczkolwiek zawziętym spojrzeniem.- A, gdzie podziewa się Tom?
Blondyn jedynie kiwnął głową na białą, małą karteczkę leżącą na blacie marmurowego stołu. Podeszła na jego skraj i chwyciła ją w szczupłe palce.


‘’Kochanie, mam kilka spraw do załatwienia z Jost'em. Będę wieczorem i wynagrodzę Ci to samotne rozpoczęcie dnia ;*. Przepraszam.
Tom’’


Poczuła jak uśmiech schodzi z jej twarzy, radość towarzysząca jej od przebudzenia znika wraz z apetytem, a słowa Billa i sama jego obecność zaczynają ją przytłaczać. Zgniotła karteczkę, wyłączyła gaz pod patelnią, na której smażył się kolejny naleśnik i wyszła z kuchni. 

~~*~~
‘’I tak właśnie rozpoczął się pierwszy dzień mojego nowego życia. Życia u boku ukochanego mężczyzny w mieście możliwości, zwanym Miastem Aniołów. Zaczął się samotnie… Zaczął się od znienawidzonego spojrzenia Bill'a i ciężkiej niczym stal atmosfery.
Nasz plan cudownego śniadania we dwoję i błogiego lenistwa podarł się jak zwykły, niepotrzebny papier. I chociaż można powiedzieć, że takich poranków zapewne będzie jeszcze wiele, to jednak ten miał być tym najcudowniejszym, wyjątkowym. A wyszło na to, że cały dzień przesiedziałam sama, zamknięta w naszej sypialni. Ot co…

No morning of such a sad song
Of broken hearts
My dreams of fairy tales and fantasy

Nigdy nie miałam do Ciebie pretensji o pracę. O kilkumiesięczne trasy, o sprawy, które musiałeś załatwić, a które często krzyżowały nam plany, o wyjazdy, przez które omijała Cię połowa ważnych rzeczy dotycząca naszego związku. Nie roiłam pretensji, nie robiłam awantur, choć cierpienie i samotność czasem były nie do zniesienia. Wiedziałam, że jest to Twoja praca, robisz to co kochasz, więc jak miałabym Ci tego zabronić? W końcu zawsze wracałeś. Zmęczony, wycieńczony, ale szczęśliwy z promiennym uśmiechem na twarzy. A ja? Tkwiłam między Tobą, domem, a sławą ciesząc się z Twojego szczęścia i czekając na moment, gdy powiesz, że odchodzisz, że jesteś zmęczony i jedyne czego pragniesz to życia ze mną w ciszy oraz spokoju.
Tak, to było jedno z kilku moich marzeń, o którym nigdy Ci nie powiedziałam. Nie chciałam, nie potrafiłam… Choć wierzyłam, że pewnego dnia nie poczuje tego dziwnego stanu, który oddzielał mnie od Ciebie. Wierzyłam, że pewnego dnia przytulając się do Ciebie z dumą i pewnością będę mogła powiedzieć, że jesteś tylko mój, że nie poczuje tej ogromnej przepaści między nami.
Ale z czasem było tylko gorzej, choć zarzekałeś się, że nigdy na to nie pozwolisz…
Emily.’’


~~*~~
Kolejne dni mijały jej na świetnej zabawie i błogim spokoju. Strach, który nawiedził ją już pierwszego dnia jej pobytu w kalifornijskiej rezydencji Kaulitz’ów odszedł w zapomnienie. Co było oczywiście zasługą samego Toma, który stawał niemalże na głowie, aby pomóc ukochanej w odnalezieniu się w nowym domu i otoczeniu. Praca zeszła na drugi plan, gdyż gitarzysta- mimo uporu Jost’a- wziął prawie dwa miesiące wolnego. Podobnie jak spontaniczne wypady ze znajomymi na miasto. Emily najpierw musiała sama sobie wszystko poukładać, a on zamierzał jej w tym pomóc. Spędzali ze sobą każdą chwilę, od uroczych pobudek o poranku, aż do romantycznego oglądania zachodów słońca we dwoje na plaży. Któż by pomyślał, że największy podrywacz w całych Niemczech jest takim romantykiem?
Właśnie kręcili się w kuchni przegadując siebie nawzajem. Spór toczył się o to co powinni dzisiaj zjeść. Tom jak zawsze chciał makaron z parmezanem, a Emily coś bardziej pożywnego i mniej tuczącego.
-Dupa ci urośnie jak będziesz żarł ten makaron!- krzyknęła oburzona siadając na marmurowym blacie stołu. Skrzyżowała szczupłe ręce na piersiach i wydęła usta w niezadowolony grymas. – Powiedziałam, że robimy coś bardziej zdrowszego. Bo jeszcze kilka miesięcy na tym ‘’szybkim’’ jedzeniu i sama nie zmieszczę się przez drzwi naszej sypialni!- dodała odwracając się tyłem do mężczyzny.
-Kochanie…
-Tak, tak, teraz kochanie! A za pół roku będziesz się oglądał za szczupłymi dziewuchami. Przy okazji mydląc mi oczy jak  cudownie wyglądam z tym cholernymi fałdkami na brzuchu!- jak oczywiście każda kobieta Emy miała kilka własnych kompleksów. Jednakże jej wywód na temat ‘’grożącej im otyłości’’ spowodował u Toma salwę śmiechu.- No i czemu się chichrasz? Takie to śmieszne, że robię się polowi okrągła?
-Kotku, przesadzasz trochę nie sądzisz? Spójrz.- uniósł po kolei jej szczupłe ręce i zgrabne nogi, objął w pasie, a następnie odsunął się dłońmi ukazując kontur talii blondynki.- Uwierz mi, że do otyłości jest Ci daleko. Nie jedna kobieta mogłaby pozazdrościć Ci takiej figurki, a mi nie jeden facet, że mam taką Calineczkę przy sobie.- dodał całując ją czule w czoło.
-Dawaj ten makaron.- skwitowała poważnie wystawiając do gitarzysty dłoń. Lecz widząc minę ukochanego, który zapewne liczył, iż wypowiedzią o figurze Em w samych superlatywach nastrój jego ‘’Calineczki’’ się zmieni wybuchnęła perlistym śmiechem.- W takim tempie to do wieczora nie zdążymy nic ugotować.- dodała składając soczystego całusa na policzku roześmianego gitarzysty.

Po ponad godzinie katorgi z Tomem w kuchni uśmiechnęła się zwycięsko krojąc ostatni dodatek do obiadu- posiekane listki świeżej bazylii, którą dwa dni temu kupiła w warzywniaku. Na porcelanowe talerze wyłożyła makaron, dodała starty parmezan, a na samym szczycie dania ułożyła pachnącą przyprawę.
-Ale pachnie.- do kuchni wszedł rozweselony Tom, którego dwadzieścia minut wcześniej Emily wygoniła do salonu. Objął ukochaną w pasie silnymi ramionami i ucałował delikatnie jej skroń.- Czemu wyciągnęłaś trzy talerze? Dokładkę możesz mi nałożyć na mój.- dodał unosząc prawą brew, na co Emily z dezaprobatą pokręciła głową.
-Żarłok.- skwitowała odwracając się do mężczyzny i wystawiając dziecinnie język.- Sądzę, że wbrew wszystkiemu twój brat na pewno jest głodny.- chwyciła talerz po czym kroki skierowała do pokoju Bill‘a.

~~*~~
Leżał na łóżku, które swoją wielkością i wyglądem dorównywało królewskiemu łożu. Pustym wzrokiem patrzył w sufit, a w długich palcach zaciskał aksamitny materiał pościeli. Od kilku dobrych miesięcy zastanawiał się nad jednym faktem- co się z nim stało? Gdzie podział się ten sympatyczny i serdeczny Bill Kaulitz, chłopak z pasją, pewny swego, zwariowany, otwarty na nowe doświadczenia? Czuł się tak jak gdyby w jego życiu pojawiła się mała wróżka, o której istnieniu nikt nie wiedział i machnęła czarodziejską różdżką zmieniając tym samym jego życie o sto osiemdziesiąt stopni, zaplątała go w sidła i bawiła się nim jak zwykłą kukiełką. A on nie potrafił temu zaprzestać. Jego dusza stała tuż obok przyglądając się całemu przedstawieniu, w którym główną role grało bezwiedne ciało.
Od pewnego czasu zaczął się izolować. Wychodził z samego rana i wracał późno wieczorem. Wchodząc do domu modlił się, aby po drodze nie napotkać zaspanego Tom‘a, którego usilnie próbował omijać. Ich relacje znów wiszą na włosku. Od prawie miesiąca ich rozmowa opiera się tylko na głupim ‘’cześć’’. A gdy Tom próbuje podjąć jakąkolwiek rozmowę, on ucieka i zamyka się w pokoju. Później nasłuchuje tylko ich zabawne rozmowy i błogie śmiechy.
Emily. Tak, ona zdecydowanie dużo namieszała ostatnimi czasy w ich życiu. Ale… czy to właśnie ją powinien obwiniać? Przecież kocha bliźniaka, pragnie jego szczęścia jak niczego innego, więc dlaczego czuje niedosyt i nienawiść? Ta kobieta, drobna blondynka, na której widok podnosi mu się ciśnienie, a serce bije jak oszalałe dała szczęście Tom’owi. Po raz kolejny wkroczyła do jego idealnego świata i zaczęła robić chaos. Udowodniła, ze znów może kochać, być szczęśliwym i patrzeć na życie przez przysłowiowe różowe okulary. To dzięki niej Tom nie szlaja się po imprezach, nie wraca nad ranem całkiem pijany, a on nie znajduje go każdego poranka z inną naiwną dziewczyną w łóżku. Jest szczęśliwy, po prostu. Trzymając jej dłoń trzyma cały swój świat. Więc dlaczego nie podziela tego stanu? Dlaczego ucieka od tego? Spędza samotnie każdy dzień, budzi się z samotnością wymalowaną w oczach i zasypią wraz  z nią? Dlaczego… niszczy samego siebie i wszystko dookoła? Jedno jest pewna, jeżeli miałby kogoś obwiniać w  tym momencie za całą sytuację to tylko własną osobę.
Ciszę panującą w pokoju przerwało ciche pukanie. Gwałtownie podniósł się do pozycji siedzącej i z gulą w gardę mruknął ciche ‘’proszę’’. Drzwi lekko się uchylił skrzypiąc przy tym nieznacznie, a zza nich wyjrzała ona. Kobieta, która zniszczyła zarówno jego relacje z Tomem jak i samego gitarzystę parę lat temu.

‘’…dwa metry ma strach, nie wolno się bać.
A szyfry, pułapki w słowach zostawię.
Pokonać chcesz nas - nie zostanę.’’

-Bill, wiem, że nie chcesz mnie widzieć i… szanuję to. Ale…- weszła niepewnym krokiem do pomieszczenia. Czuła się niezręcznie, jak intruz, za którego ją uważał. Objął ją spojrzeniem, przez co Em jeszcze bardziej się zmieszała.- Pomyślałam, że masz ochotę zjeść coś domowego. Zrobiliśmy makaron z parmezanem i… Zostawię talerz, chyba że nie chcesz przyjmować ode mnie czegokolwiek.- dodała stawiając talerz delikatnie na stoliku pełnym ubrań po czym wyszła.

~~*~~
Tom właśnie wyszedł z na wieczorny spacer ze swoim pupilem, więc miała chwilę dla siebie i w spokoju mogła pozmywać naczynia.
-Emily?- podskoczyła na dźwięk wypowiedzianego imienia. Gdyby nie to, iż gitarzysta wyszedł na spacer pomyliłaby jego głos z barwą Bill’a. Wstrzymała oddech i odwróciła się w stronę mężczyzny stojącego w drzwiach kuchni.- Dziękuje za obiad. Był… Pyszny, naprawdę smakował mi.- szepnął uśmiechając się blado. Było mu głupio, nie wiedział jak powinien się zachować. Od początku był przeciw tej całej- jak to sam nazywał- szopce z Emily i Tomem, był gotów pozbyć się tej kobiety z własnego domu, a ona jak gdyby nigdy nic przyniosła mu obiad. Czuł jak jego policzki zalewają się wstydem za wcześniejsze zachowanie. Co powinien zrobić? Zostawić brudne naczynie i uciec, czy w końcu podjąć walkę o lepszą przyszłość?
-Ależ nie ma za co Bill. Cieszę się, że ci smakowało.- uśmiechnęła się delikatnie zaczesując kosmyk blond włosów za ucho.- Daj talerz, umyję go.
-Jeszcze raz dziękuje.- skwitował i wyszedł.

 ‘’And when the world is upside down,
The sky is full of clouds,
You never feel alone…’’


~~*~~
‘’To nie jest tak, że wszystkie błędy w życiu popełniamy zupełnie nieświadomie. Wręcz przeciwnie. Większość naszych błędów wywodzi się z naszych serc, a nie braku doświadczenia. My, ludzie po prostu jesteśmy takimi stworzeniami, że lubimy utrudniać sobie naszą egzystencję. Dążymy do czegoś uparcie, omijając wszelkie pułapki, a jednak sami podkładamy sobie problemy.
To nie jest tak, że grzech nic dla nas nie znaczy. On pozostawia na naszym życiorysie bolesne znamię, trudną do zmycia plamę. I mimo naszych szczerych starań ona nigdy nie znika. Znajduje miejsce w naszych serach, umysłach, oczach. Próbujemy poruszyć niebo i ziemię, aby wymazać złe chwile, skreślić błędy, cofnąć wszelkie grzechy popełnione w przypływie emocji, a jednak nie potrafimy niczego zmienić. Często brakuje nam siły i samozaparcia. Jednak zawsze pod dostatkiem mamy upartość. Boimy się przyznać do błędów, poprosić o pomoc.
Te właśnie słabości, możliwość popełniania błędów i uleganie grzechom przypominają nam, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo zejść z obranej drogi. Tej właściwej, idealnej dla nas.
Wiem to, bo często schodziłem z niej. Przemierzając ciemne uliczki grzesznego życia.

Tomorrow again chasing, running, flying over!
As loud as I can I scream: This is me!
When the world is flashing in your eyes, teach me...

Tom.’’